|
(Z cyklu: Chryzantema i Krzyż)
„Modlące
się Kobiety” Japońskie „Wiadomości Katolickie” zamieściły relacje siostry Mitsuko Sano, franciszkanki misjonarki Maryi, która od 29 lat pracuje na misjach w Algierii a ostatnio przebywała na urlopie w swoim kraju. Mitsuko Sano, 65 letnia siostra zakonna i wykwalifikowana pielęgniarka, rozpoczęła działaność w północnej Afryce w Libii. Pojechała tam na prośbę przywódcy Libii Muammara Kadafiego wystosowaną do papieża Pawła VI o przysyłanie pielęgniarek, które mogłyby pracować w państwowym szpitalu. Po 4 latach pobytu w Libii została skierowana ja do Algierii. Zamieszkała w miejscowości odległej o 800 km. od stolicy, na skraju skalistej pustyni. Siostra opisuje swoje pierwsze zderzenie ze społeczeństwem na wskroś muzułmańskim. Wspomina, jakie wrażenie wywarł na niej widok byłych kościołów katolickich wybudowanych w czasach, gdy Algieria była francuską kolonią. Po uzyskaniu przez Algierie niepodległości w 1962 r. kościoły zostały zamienienie na meczety, biblioteki i inne instytucje związane z nauka islamu. W diecezji Constantine, na terenie której mieszka i gdzie działał kiedyś św. Augustyn z Hippony - jednej z czterech w tym kraju, wśród nielicznej grupy katolików nie ma rdzennych Algierczyków. Są za to młodzi ludzie, przeważnie studenci, pochodzący z innych krajów afrykańskich, głownie z Senegalu i Czadu. Choć miejscowe prawo zabrania „nauczania religii innej niż islam” i kultywowania życia chrześcijańskiego, siostra żyje we wspólnocie zakonnej, wraz z dwiema innymi, które pochodzą z Włoch i Malty. Poruszając delikatna sprawę specyfiki swojego powołania zakonnicy - pielęgniarki zauważa ona: „Pracując w środowisku muzułmańskim nie możemy głosić Chrystusa. Mimo surowych przepisów i zakazów muzułmańskich, miejscowi ludzie, którzy wiedzą, że jesteśmy katoliczkami, nie tylko nas tolerują ale i obdarzają szacunkiem. Cenią nas za to że się dużo modlimy. Mówią o nas „modlące się kobiety.” Niezależnie od pogody – a temperaura często latem przekracza tam w ciągu dnia 40 stopni, w zimie zaś spada poniżej zera – każdego dnia siostry odwiedzają miejscowe rodziny: dają chorym zastrzyki, mierzą ciśnienie a nawet wykonują drobne zabiegi chirurgiczne. Bywa, że każda z sióstr odwiedza jednego dnia nawet 30 rodzin. Konieczność odwiedzania chorych, zwłaszcza kobiet w ich domach wynika z tamtejszych uwarunkowań kulturowo – religijnymi. Siostra Sano tłumaczy je następująca: „muzułmanki nie mogą wychodzi na zewnątrz same bez towarzystwa męża, ojca lub brata, nawet gdy chcą iść do lekarza. Dlatego też my musimy docierać do nich. Większość kobiet przebywa cały dzień w domu i pije dużo mocno osłodzonej kawy co przy braku ćwiczeń fizycznych odbija się bardzo źle na ich zdrowiu. Często zapadają one na cukrzycę. Innymi częstymi chorobami są anemia, reumatyzm oraz astma spowodowana pustynnymi zamieciami. Pierwsze spotkanie z chorymi odbywa się w pokoju przeznaczonym na rozmowy z gośćmi. Po kilku wizytach jesteśmy zapraszane do pokojów położonych w głębi domostw a następnie nawet do kuchni. Zaproszenie kogoś do kuchni oznacza, że traktuje się go za przyjaciela, niemal za członka rodziny. Dochodzi wówczas do intymnych zwierzeń dotyczących rodzinnych problemów, takich jak poligamia, wychowywanie dzieci, choroby w rodzinie itd. Musimy jednak uważać aby tego rodzaju rozmowy, a zwłaszcza nasze pytania, nie wzbudziły podejrzeń wśród męskiej części rodziny. Przed chętnymi do słuchania rodzinnych „tajemnic”, zatrzaskuje się natychmiast drzwi.” Siostra Sano mówi dalej o zmianach, które zaobserwowała zwłaszcza wśród młodzieży. „Obecnie w prawie każdym domu jest telewizor. Młodzi ludzie po oglądnięciu reklam kosmetyków, ubrań, butów itp. chcą to wszystko mieć, a ponieważ rodziców nie stać na luksusowe zakupy, sami idą do sklepów i próbują te rzeczy po prostu ukraść. Następny problem to wykształcenie dzieci i młodzieży, które wiąże się z dużymi wydatkami rodzinnymi na ten cel. Rodzice chcą zapewnić wykształcenie swoim dzieciom i dużą część rodzinnego budżetu idzie na zakup szkolnych mundurków, książek, pomocy naukowych i innych opłat szkolnych. Niestety bywa, że zabraknie pieniędzy. Ofiarami przerwanej szkolnej edukacji stają się wtedy w pierwszym rzędzie dziewczynki. Duża ich część kończy swoją edukację jedynie na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej.” Poruszając zmiany w środowisku kobiet siostra zauważa, że „podjęcie pracy przez wiele kobiet – kiedyś nie do pomyślenia – podnosi ich społeczny status. Z drugiej strony wkrada się konsumpcyjne nastawienie do życia, które m.in. przejawia się w kupowaniu drogich ubrań. Obecnie na podstawie ubioru, można rozpoznać czy dana kobieta pracuje, czy nie. Dlatego też te kobiety które pracy nie znalazły, nie pokazują się zbytnio na zewnątrz, siedzą cały dzień w domu i większość czasu spędzają przed telewizyjnym ekranem.” Siostry franciszkanki misjonarki Maryi mieszkają w budynku należącym do instytucji państwowej. Żyją i ubierają się skromnie, tak jak większość ludzi w ich miejscowości. Ciężka praca i służba chorym zjednała im przychylność prawie wszystkich. Jednakże zdarzają się wyjątki – ludzie, którym przeszkadza obecność „chrześcijanek” na ich terenie. Niekiedy nawet grożą, że wytoczą im proces. Jak na razie kończy się na pogróżkach. Siostry zaś dalej pragną świadczyć, jak mówią, o „innych wartościach”. Oznacza to, „że poprzez swoją działalność, ustosunkowanie się do różnych problemów a także w rozmowach z ludźmi chcemy ukazać wartości, dla których żyjemy. Jedną z tych wartości jest na przykład traktowanie wszystkich ludzi z należnym im szacunkiem, bogatych i biednych jednakowo.” Wspominając swoją blisko 30-letnią drogę misjonarską japońska franciszkanka stwierdza, że „misjonarz czy misjonarka przyjeżdżający do Algierii ze środowiska chrześcijańskiego odczuwa na początku duży stres gdyż nie może nawet wymówić słowa „Chrystus”. Musi więc uświadomić sobie, że w tej misji nie chodzi o ilość chrztów i powiększenie społeczności katolickiej. Jedyne co można tu zrobić to żyć tak, aby ukazać Chrystusa, który jest obecny w całym naszym życiu. Dużym wspomożeniem i pociechą jest oczywiście modlitwa. W niej zauważamy, że Bóg rzeczywiście działa poprzez trudy codziennego życia. Pewnego dnia ktoś powiedział mi „kiedy patrzę na Ciebie, widzę szlachetność.” W tym momencie naprawdę czułam, że jeśli żyję duchem Ewangelii, to ludzie mogą dostrzec Chrystusa, który działa poprzez mnie” wyznała siostra Mistuko Sano. o.Pawel Janociński OP |