Japonia:  

  Modlitwa niebieskich wstążek

Sprawa uprowadzonych w latach 1970-1990 do Korei Północnej Japończyków stale była i jest obecna w japońskich mediach.  Zwłaszcza twarze i nazwiska  Sakie i Shigeru Yokota: rodziców porwanej w 1977 r. na wybrzeżu Morza Japońskiego k. Niigata 13 letniej dziewczynki Megumi, dzięki licznym programom telewizyjnym i artykułom  znane są w tym kraju chyba wszystkim. Ale nie wszyscy wiedzą , że Sakie, matka porwanej , przyjęła przed kilkoma laty chrzest (w kościele protestanckim ) i opublikowała  książkę o swoich duchowych cierpieniach  związanych ze  stratą  córki i o drodze do Chrześcijaństwa. Niedawno ukazało się piąte już wydanie tej książki.

Opublikowane przez protestanckie wydawnictwo „Inochi no Kotobasha „książka pod tytułem „Modlitwa niebieskich wstążek „ zamieszcza zwierzenia Sakie Yokota dotyczące jej przeżyć po stracie córki i dojrzewaniu do wiary. Są tam także artykuły kilku jej znajomych, którzy założyli grupy „niebieskich wstążek” wspomagających w różny sposób rodziny dotknięte podobnym nieszczęściem. Reżim w Pyongyang przyznał się ostatnio oficjalnie do porwania 13 obywateli Japonii, m.in. córki małżeństwa Yokotow. Grupy  „niebieskich wstążek” szacują jednak liczbę porwanych na ponad 100. Według japońskiej policji, byli oni porywani, w związku z przygotowaniami do wysłania koreańskich szpiegów do Japonii.

 W swoich  zwierzeniach  Sakie Yokota pisze, że do przyjęcia wiary chrześcijańskiej zainspirowała ją zwłaszcza księga Hioba (omawia ją zwłaszcza w  rozdziale o „niesłusznym cierpieniu”), słowa Jezusa: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”(Mt 11:28) oraz Księga Psalmów, często cytowana w książce. Pisze, że czytając Pismo św. mogła się w końcu pogodzić z prawie w 100 procentach pewną wiadomością o śmierci ukochanej córki.

 Okoliczności śmierci porwanej do Korei Pn. Megumi Yokota nadal nie są jasne. Według władz w Pyongyangu popełniła ona samobójstwo w kwietniu 1994 roku w wyniku „problemów psychologicznych”, po wyjściu za maż za Koreańczyka  i urodzeniu tam córki.  Nie jest to jednak tłumaczenie  wystarczające i Japończycy  domagają się podania przez władze koreańskie „prawdziwych ,szczegółowych i jasnych” faktów. Ogólnonarodowa dyskusja wokół losu Megumi, oraz losu pozostałych w Korei Pn. Japończyków nasiliła się  zwłaszcza po ostatniej wizycie w Korei Pn. oficjalnej delegacji japońskiego Rządu, której przewodniczył Mitoji Yabunaka , dyrektor Oddziału MSZ d.s. Azji i Oceanii. Delegacja przedstawiła  przywiezione  stamtąd  różne dokumenty, zdjęcia i pamiątki po  porwanych, a wśród nich  „kości  zmarłej Megumi Yokota”. Premier kraju Junichiro Koizumi  przestrzega jednak przed „wyprowadzaniem z tych materiałów  zbyt pochopnych wniosków” i chce aby wszystkie one zostały  poddane najpierw dokładnym   analizom .

 Wśród przywiezionych zdjęć na szczególną uwagę zasługują  trzy  przedstawiające Megumi Yokota: jedno zaraz po jej porwaniu , jeszcze w mundurku uczennicy szkoły średniej i  dwa znacznie późniejsze, na których  widnieją napisane przez nią nazwiska rodziców.  17 Listopada zdjęcia te ukazały się na pierwszych  stronach większości japońskich gazet. Nawiązując do tych fotografii w artykule w „The Japan Times” (z 27 .11.), Sakie Yokota powiedziała; „dla nas  najsmutniejsza jest ta pierwsza fotografia. Megumi wygląda na niej jakby wiedziała, że będzie musiała  przejść przez wszystko co ją potem spotkało.  Oglądając ją , przypomniałam  sobie dzień w którym straciłam ukochaną córkę, bo wówczas  czas zatrzymał się na dla mnie na zawsze”. Ból matki podziela kilku  cytowanych w artykule ludzi z różnych kręgów japońskiego społeczeństwa.  Uważają oni, że Japonia nie ma już nic do stracenia w wypadku gdyby  nałożyła sankcje ekonomiczne  na kraj, którego prawie wszystkie rezerwy walutowe pochodzą od Koreańczyków zamieszkujących i pracujących w Japonii... 

O. Pawel Janociński OP