29 sierpnia 2005

 

Japonia: rodzina najskuteczniejszą terapią antydepresyjną
 

Rodzina jest skuteczniejszą terapią antydepresyjną niż porady psychologa - uważa Akio Oshima,specjalistka ds. depresji z jednego z japońskich gimnazjów. Z powodu narastającego w japońskim społeczeństwie problemu depresji i związanych z nią samobójstw także wśród najmłodszych rząd zadecydował się zwiększyć fundusze przeznaczonych na zapobieganie tej chorobie wśród dzieci. W walkę z depresją zaangażowane są od lat japońskie organizacje chrześcijańskie.

Z inicjatywy m.in. obecnego ministra kultury Hayao Kawai, z wykształcenia psychologa, w 2004 r. w Japonii wprowadzono w życie prawo, które wymaga zatrudniania w każdej ze szkół typu gimnazjalnego psychologa. "Niektórzy myślą, że psycholog dokona cudu. Uważam jednak, że zwłaszcza rodzice powinni poświęcić więcej uwagi i czasu swoim dzieciom. Społeczeństwo, w którym żyjemy, dzieci nie rozpieszcza. Przeciwnie, niekiedy okazuje się dla nich nawet okrutne. Dlatego właśnie rodzina, która jest podstawą społeczeństwa, powinna być otwarta na ich problemy"- powiedziała KAI Akio Oshima.

Depresja, choroba znana w Japonii jako "utsubyo" (choroba zmiennych nastrojów) zaczyna dotyczyć coraz większej ilości ludzi. Do tej pory ministerstwo zdrowia oceniało liczbę chorych na ok. 711 tys. Według telewizyjnego programu poświeconego tej chorobie, emitowanego niedawno w państwowej stacji NHK, obecnie zapada na nią co siódmy mieszkaniec Japonii.

Wielkim problemem ludzi chorych na depresje jest pokusa samobójstwa. Według organizacji woluntariuszy, która pomaga chorym na depresje, aż 70 proc. wszystkich samobójstw ma jakiś związek z tą chorobą. W ostatnich kilku latach liczba samobójstw w Japonii przekracza rocznie 32 tys.

Organizacja "Mood Disorders Association of Japan" założona przed 50 laty przez protestanckich misjonarzy obecnie skupia w swoich szeregach kilkuset osób w tym wielu katolików. 56 centrów tej organizacji oraz ogólnokrajowa sieć woluntariuszy "Telefon Życia", działające na terenie Japonii, mają na celu zapobieganie potencjalnym samobójstwom. "Nasza organizacja utrzymuje się m.in. z charytatywnych pokazów filmowych, koncertów oraz sprzedaży lalek dla teatrów kukiełkowych. Od 2001 r. otrzymujemy też od rządu corocznie 790 tys. dolarów na naszą działalność" - powiedziała Kyoko Habu, wolontariuszka, katoliczka z kościoła w Sangenjaya w Tokio. Podkreśliła ona znaczenie kontaktów międzyludzkich w leczeniu depresji. "Słuchanie ludzkiego nieszczęścia może naprawdę przynieść wiele dobrych owoców. Nie zapomnę rozmowy z pewną młodą kobietą kilkanaście lat temu, która w końcu zdecydowała się przyjąć chrzest i teraz wspaniale działa w swojej rodzinnej miejscowości w prefekturze Tochigi" - wspomina Kyoko Habu.

Japoński problem dotyczy nie tylko rosnącej liczby chorych, ale i strachu związanego z przyznaniem się do niej. Aby przełamać to tabu, niektórzy znani ludzie, opowiadają o swojej chorobie publicznie. M. in. aktorka Nana Kinomi, podzieliła się przed kamerami telewizyjnymi swoim doświadczeniem związanym z depresją, aby zachęcić innych do terapii.

Inny problem związany z leczeniem depresji to mała liczba specjalistów - odpowiednio wykwalifikowanych psychologów i terapeutów, do których można się zwrócić po poradę. Takich specjalistów jest w całej Japonii tylko 11, 5 tys. Nie cieszą się oni wielkim poważaniem w środowisku medycznym i otrzymują wyjątkowo niskie zarobki. Według Yukio Saito pracującej w sieci "Telefon Życia" "psychoterapia jest na ogół postrzegana przez lekarzy jako zajęcie dla marzycieli, które nie przynosi żadnych korzyści". Tymczasem, według ekspertów, właściwa terapia w połączeniu z lekarstwami aż w 60-70 proc. przypadków łagodzi objawy depresji.

Depresja nie jest wyłącznie problemem japońskim. Światowa Organizacja Zdrowa (WHO) zwraca uwagę na rosnąca liczbę chorych także i w innych krajach. Obecnie na świecie cierpi na nią ok. 121 milionów ludzi.
 

O.Pawel Janociński OP