|
03.02.2006 Uśmiech Pana Boga Świętej pamięci ksiądz - poeta Jan Twardowski |
|||||||||
|
18 stycznia b.r., odszedł od nas Ks. Jan Twardowski. Jego proste i mądre wiersze o Panu Bogu i o człowieku były inspiracją dla kilku pokoleń Polaków. Znane były także i za granicą. Gdy przed dziesięcioma laty studiowałem teologię na uniwersytecie Sophia w Tokio pewnego dnia podszedł do mnie pewien kleryk z zapytaniem, czy słyszałem o „wybitnym polskim księdzu-poecie”? Później ów kleryk, jak słyszałem, napisał na temat jego twórczości pracę magisterską. Gdy już po jego śmierci zastanawiam się na ile ten ksiądz –poeta inspirował moje życie to dochodzę do wniosku, że być może wpłynął on nawet na wybór mojej drogi życiowej jako duchownego. Pamiętam na przykład jego wiersz zatytułowany „Suplikacje”, bo wiele razy nie dawał mi on spokoju, zwłaszcza te słowa o „chrabąszczu łaskoczącym teologa”:
|
||||||||
święty, mocny i uśmiechnięty- Iżeś stworzył papugę, zaskrońca, zebrę piegowatą- kazałeś żyć wiewiórce i hipopotamom- teologów łaskoczesz chrabąszcza wąsami- dzisiaj, gdy mi tak smutno i duszno, i ciemno- uśmiechnij się nade mną Pan Bóg zapewne wiele razy uśmiechał się do ks. Twardowskiego i do jego pokornej modlitwy. Ten uśmiech z kolei promieniował na wszystkich czytelników jego poezji, na wierzących i niewierzących, starych i młodych. Była w niej boża dobroć ale i szczypta bożego śmiechu z pysznych – ubranych niekiedy w sutanny lub habity zakonnic. Te biblijne podstawy jego poezji dostrzegam na przykład w Psalmie 2.: „Śmieje się ten który mieszka w niebie, Pan się z nich naigrywa „(wiersz 4.).Wiersze skierowane do teologów paradoksalnie natchnęły mnie do zajęcia się głębiej teologią. Oto jeden z nich:
Ks. Twardowskiego lubił mówić wierszem do dzieci. Na jego msze, które pamiętam z czasów gdy byłem jeszcze klerykiem w Polsce przychodziły tłumy. Dzieci mogły wówczas usłyszeć na kazaniu na przykładzie "polna myszka siedzi sobie , konfesjonał ząbkiem skrobie” lub dowiedzieć się rewelacji na temat Siostry Konsolaty; „Siostra Konsolata – bo kąsa i lata.”
Piszącego wiersze księdza darzyli wielkim szacunkiem sami poeci. Kilka dni po jego śmierci, „opłakiwano” Jana Twardowskiego m.in. w Krakowskim Salonie Poezji, gdzie jego wiersze odczytywali m.in. Anna Dymna oraz Maja Komorowska. Ks. Jan Twardowski kochał bowiem poetów szczególnie. Dla jednej z nich Anny Kamieńskiej zadedykował po jej śmierci słynny wiersz „Spieszmy się”. Anna Kamieńska po burzliwym życiu zwróciła się pod jego wpływem ku Bogu, mało tego , została świecką tercjarką dominikańską, a wiec moją siostrą w zakonie, pisząc przepiękną i głęboką poezję religijną. O początkowej strofie tego wiersza mówi się, że zasługuje ona nawet na literacką nagrodę Nobla:
Biografka księdza –poety, Milena Kindziuk podkreśla w jego twórczości kilka aspektów, to że był „polonistą z zamiłowania, który przy tym kochał Pismo Święte“ to, że był „poetą dla wierzących i niewierzących”, no i oczywiście to, że miał wyborne poczucie humoru. Potrafił nawet zażartować z własnej śmierci. Pewnego razu gdy wybrał się z kolegą-księdzem na przechadzkę po cmentarzu Powązkowskim w Warszawie zauważył napis na nagrobku „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Ks. Jan Twardowski.” Gdy poszedł do następnego grobu , ten sam napis . I tak dalej. Zapytał wówczas swojego kolegę „to ilu już tych księży Twardowskich zmarło?”.
|
|||||||||