|
19 września 2006 Japonia:
dyskusje nad przyczyną powstania
zbrodniczej sekty Aum
W Japonii trwa dyskusja
nad przyczynami, dla których wielu młodych ludzi, niekiedy
należących do elity intelektualnej kraju, wstąpiło w szeregi
zbrodniczej sekty Aum Shinrikyo i im podobnych "ekstremalnych
ideologii i religii". Okazji do tych rozważań dostarczył
zakończony obecnie, po 10 latach, proces Shoko Asahary (prawdziwe
nazwisko Chizuo Matsumoto), założyciela tej sekty.
Decyzja Sądu Najwyższego z
15 września br. o ostatecznym odrzuceniu wszystkich odwołań obrony
i skazanie Asahary na karę śmierci wywołała na nowo falę artykułów
i komentarzy w całym kraju. W stołecznym dzienniku "The Japan
Times" pisze o tym m.in. Hiroyuki Nagaoka, którego syn w 1987 r.
stał się członkiem sekty i przeszedł tam swoistą "obróbkę". Po
trzech latach autorowi tekstu udało się jednak wyrwać syna z jej
szponów, ale do dziś nie przestaje się on dziwić, dlaczego młoda
elita naukowa kraju, wśród nich absolwenci najbardziej
prestiżowego Uniwersytetu Tokijskiego - jednym z nich był także
jego syn - mogła w ogóle przystąpić do Aum.
Według Nagaoki winę za to
ponosi cały powojenny system wychowawczy, który wymagał i nadal
wymaga od studentów bezkrytycznego zapamiętywania informacji. Ci
najlepsi potrafią natychmiast zapamiętać całe strony podręczników
i zdają w ten sposób egzaminy na prestiżowe uczelnie, brakuje im
natomiast "zdolności analizowania informacji i myślenia za
siebie". Kiedy tacy ludzie po studiach wchodzą w normalny świat i
zderzają się z różnymi trudnościami, mogą stać się wówczas łatwym
łupem dla różnych sekt - uważa Nagaoka.
Jego syn (artykuł nie
podaje jego imienia) studiował filozofię indyjską i po studiach
szukał jej związków z codziennym życiem w Japonii. Nie mogąc ich
znaleźć, popadł w depresję. "Szukając pomocy, zbliżyłem się do
sekty, która obiecywała pomoc w rozwiązaniu wszystkich problemów"
- wyznał młody Nagaoka. Podkreślił, że guru Asahara jest
"wyjątkowo sprytnym człowiekiem, który kierował wyznawcami na
zasadzie kija i marchewki". "Pod wpływem systematycznego
«treningu» - prania mózgu, w pewnym momencie nawet uderzyłem
własnego ojca, który zawsze próbował mnie stamtąd wyciągnąć. W
końcu udało mu się tego dokonać i przekonać mnie, pokazując
niezbite dowody zbrodniczych celów Aum" - dodał syn dziennikarza.
W 1989 r. sekta zasłynęła
z zabójstwa całej rodziny prawnika Tsutsumi Sakamoto, który stał
na czele Komitetu Obywatelskiego przeciwko Sekcie Aum. Później
były ataki z użyciem gazu sarinu w Nagano i - najbardziej znany -
w metrze tokijskim (oba w 1994 r.), w których zginęło 13 osób, a
ponad 5500 odniosło poważne obrażenia.
Według Nagaoki - ojca i
syna - główną przyczyną tych ataków było "uczucie nienawiści
Asahary wobec innych ludzi a ich celem mogło być nawet obalenie
rządu. Po zamachu w metrze tokijskim planowano bowiem kolejne
uderzenie na dzielnice Kasumigaseki, w której znajdują się budynki
rządowe. Sam Asahara zgłosił zaś swoją kandydaturę w wyborach
parlamentarnych jako przywódca polityczny kandydujący z tokijskiej
dzielnicy Nakano. Obecnie sekta Aum, która zmieniła nazwę na Aleph, mimo aresztowania jej przywódców i wykonawców zbrodniczych rozkazów, jako jedna z licznych w Japonii "nowych religii" liczy ok. 1650 członków. Powraca więc dalej pytanie, dlaczego młodzi ludzie nadal szukają ekstremalnych i niebezpiecznych ideologii i religii? Według o. Noboukiego Tanaki, prowincjała dominikanów japońskich, "obecnie młodzi ludzie w Japonii przeważnie nie znają ani Boga chrześcijańskiego, ani zasad buddyjskich (Hotoke), którymi kierowały się poprzednie pokolenia i to jest przyczyną, dla której łatwo mogą wpaść w ręce duchowych szalbierzy w rodzaju Asahary".
o Paweł Janocinski (AKAI Tokio) |