|
2007-10-01 Japonia:
trwa dyskusja społeczna nt. sankcji wobec Birmy Dzisiejsze dzienniki japońskie cytują m.in. wypowiedź Kei Nemoto, profesora katolickiego Uniwersytetu Sophia w Tokio, wybitnego znawcy historii i życia politycznego w Birmie. Uważa on, że "nałożenie sankcji byłoby jasnym wyrazem niezadowolenia Japończyków wobec używania przemocy przez rządzącą juntę w stosunku do nasilających się protestów i demonstracji" w Birmie. "Dla junty może to nie mieć wielkiego znaczna, ale taki protest będzie wykładnikiem tego co czują Japończycy" - stwierdził Nemoto. Podobnego zdania jest znany adwokat Shogo Watanabe, który od lat zabiega o prawa do azylu w Japonii dla setek uchodźców z Birmy. Do zdecydowanego sprzeciwu ze strony Tokio wobec tego co dzieje się w Birmie wzywa także Tin Win, były członek Narodowej Ligi na rzecz Demokracji w Muanmar, który od 1999 r. przebywa w Japonii. Uważa on, że "Japonia może odegrać wielką rolę w obecnej sytuacji, jako drugie najbogatsze państwo na świecie i zarazem najbardziej demokratyczne państwo w Azji." Przemawiając wczoraj na forum Klubu Korespondentów Zagranicznych w Tokio, Tin Win podkreślił, że bardzo pragnie aby Japonia, przez nałożenie sankcji na reżim, "wyraziła jasno swoje stanowisko w kwestii łamania praw człowieka w jego ojczyźnie, a nie tylko marzyła o lepszym świecie w przyszłości". Natomiast Toshiro Kudo, z Japońskiej Izby Handlu Zagranicznego i ekspert w dziedzinie stosunków politycznych w Azji, uważa, że nałożenie sankcji uderzy przede wszystkim nie w żołnierzy lecz w zwykłych mieszkańców. "Zostaną zamknięte wszystkie drzwi w relacjach miedzy obu krajami, a rządzącą juntą i tak otrzyma wszystko co potrzebuje z Chin, Indii i Tajlandii" - stwierdził Kudo. W przeciwieństwie do USA i niektórych krajów europejskich, Japonia do tej pory nie nałożyła żadnych sankcji w stosunku do reżimu w Birmie. Dalej w tym państwie totalitarnym działalność prowadzą 74 firmy japońskie, które m.in.: składają samochody Suzuki i produkują perły. Nie zamknięty jest także japoński luksusowy hotel Nikko Royal Lake w Yangon. Japończycy są szczególnie wzburzeni zamordowaniem przez służby bezpieczeństwa Birmy dziennikarza Kenjiego Nagaia, który dokumentował w czwartek "postępy demokracji w Myanamar" dla AFP oraz dla japońskiej Fuji. Dzienniki telewizyjne pokazały zdjęcia ze sceną, w której żołnierze wyrywają dziennikarzowi kamerę, kopią go, a następnie zabijają. Demonstracje w Birmie rozpoczęły się 19 sierpnia po znacznej podwyżce cen paliwa i transportu publicznego, co pogorszyło trudną sytuację materialną tamtejszych mieszkańców. Szczególnie w ostatnim tygodniu siły bezpieczeństwa używały przemocy wobec protestujących. Do tej pory według oficjalnych informacji zginęło kilka osób, w tym zagraniczni dziennikarze. Opozycja utrzymuje, że śmierć poniosło co najmniej kilkudziesięciu demonstrantów.
|