06 stycznia 2008
 

Birma:

podrzucanie niemowląt do kościołów katolickich
 

Coraz częściej pod ławkami kościołów katolickich w Birmie można znaleźć niemowlęta podrzucone tam przez zdesperowanych biedą rodziców. Praktyka ta od wielu wieków znana jest w klasztorach buddyjskich.

"Kiedy rodzice nie mogą wyżywić i kształcić dzieci, szczególnie w wielodzietnych rodzinach wiejskich, uważają, że podrzucając dziecko w nocy do klasztornej furty, postępują zgodnie z buddyjską drogą opieki nad dzieckiem" - tłumaczy na łamach styczniowego numeru pisma "Maryknoll" misjonarz posługujący się pseudonimem Matthew Peters.

Jego zdaniem, narastające zjawisko podrzucania niemowląt świadczy o postępującym zubożeniu społeczeństwa i ludzkiej tragedii, gdyż takie rozwiązanie do końca życia pozostawia w umyśle dziecka pytanie: "Co takiego zrobiłem, że nie zasłużyłem na miłość rodziców?". Dlatego jeden z proboszczów nigdy nie zabiera od razu niemowlęcia do siebie, gdyż ma nadzieję, że zdesperowana matka wpadnie w panikę i powróci, aby je zabrać, co się niekiedy zdarza.

Ogólne zubożenie społeczeństwa dotyka także Kościoła katolickiego. Seminarium duchowne w Myitkyina na północy kraju posiada jeszcze zapas ryżu, który przy galopującym wzroście cen pozwala na wyżywienie kleryków. Wszystkie inne dodatki do ryżu kupują oni sobie, gdzie tylko mogą, np. na targach. W sierocińcu przy seminarium przybywa coraz więcej podrzucanych dzieci.

Według Petersa w Birmie działa ruch podziemny i narasta opór wobec władz, które aż 40 proc. dochodu narodowego przeznaczają na utrzymanie armii i policji oraz zakup broni z Rosji i Chin. Tajni agenci starają się penetrować środowiska opozycji. Ostatnio aresztowano około 3000 ludzi. Niektórzy z nich - m.in. Win Shwe, znany lider opozycji i współpracownik laureatki pokojowej nagrody Nobla Aung San Suu Kyi - zostali skrycie zamordowani.

Zdaniem misjonarza, sytuacja w Birmie przypomina Chile w czasie przewrotu gen. Augusto Pinocheta. Przewiduje, że niedługo do sąsiedniej Tajlandii "znowu zaczną napływać rzesze uchodźców i znowu katoliccy misjonarze będą starali się ze wszech miar im pomagać".

Paweł Janociński (AKAI Tokio)  Yangon