03.05. 2008
Timor Wschodni:
misjonarze dostrzegają postępującą stabilizacje kraju
Mianem „powolnego zmartwychwstania” określają misjonarze amerykańscy ze zgromadzenia Maryknoll obecną sytuację w Timorze Wschodnim. Ich dziewięcioosobowa grupa, złożona z pięciu sióstr, czworga świeckich misjonarzy i wolontariusza z Niemiec, aktywnie współpracuje z miejscową ludnością w rozwoju tego niepodległego od 7 lat państwa, dawnej kolonii portugalskiej.

W miejscowości Aileu, położonej o ok. 2 godz. jazdy samochodem na południe od stolicy – Díli, współpracują oni ściśle z pochodzącym z tego kraju proboszczem tamtejszej parafii Świętych Piotra i Pawła ks. Erminio Gonçalvesem. Według niego, "misjonarze Maryknoll wykonują bardzo ważne zadania w dziedzinie oświaty, pomocy lekarskiej i w przygotowaniu miejscowych ludzi do służby dla kraju i Kościoła".
Amerykańscy misjonarze przybyli do 40-tysięcznego Aileu w 1991 r. Od tego czasu działają tam dwie siostry zakonne Dorothy McGowan i Susan Gubbins. „Gdy przyjechałyśmy, poproszono nas o pomaganie chorym - piszą misjonarze na łamach czasopisma "Maryknoll". - W wyniku tej pomocy powstał mały szpital «Uma Nita Nian», co w miejscowym języku oznacza «Nasz Dom»” – wspominają zakonnice początki swej pracy w mieście. Dodają, że później zaczął działać drugi szpital, w którym pracują lekarze z Kuby. Oprócz wysłania personelu medycznego Ministerstwo Zdrowia tego kraju ufundowało stypendia dla ok. 100 studentów medycyny z Timoru. Oba szpitale zgodnie ze sobą współpracują, dzieląc między siebie wszystkie środki, jakie otrzymują z kraju i zagranicy – podkreśliły siostry.
„Nasza służba przejawia się także w organizowaniu liturgii w kościele” – piszą dalej siostry. Są one szafarkami Eucharystii, podczas gdy misjonarze świeccy grają na gitarach i prowadzą chór parafialny. W niedziele na msze św. przychodzi tylu ludzi, że ponad 100 z nich musi modlić się poza budynkiem kościoła.
„Jako misjonarze czerpiemy siłę do swej posługi z regularnych spotkań modlitewnych i wspólnego planowania naszych działań. W ten sposób, mówiąc obrazowo, odbywa się jakby usuwanie kamienia sprzed grobu Zmartwychwstałego Chrystusa” – zauważyła jedna z amerykańskich misjonarek.
Dwoje misjonarzy świeckich – William i Eleen Velicky mają polskie korzenie.
Timor Wschodni jest nadal jednym z najuboższych krajów świata, a roczny dochód na jednego mieszkańca wynosi tu ok. 400 dolarów. Większość ludności tego prawie milionowego państwa żyje z pracy na roli, gdzie dzienny zarobek nie przekracza 1 dolara. Długość życia wynosi przeciętnie 56 lat. 85 proc. mieszkańców to katolicy.
Zamieszki i rozruchy, do jakich doszło w 2002 r., spowodowały 30 ofiar śmiertelnych i doprowadziły młody kraj niemal do anarchii. „Ubóstwo mieszkańców rzuca się w oczy zaraz po opuszczeniu lotniska. Widać brak infrastruktury, a z drugiej strony setki namiotów, w których do dziś koczują «wewnętrznie przesiedleni» uciekinierzy. Ulicami Díli jeżdżą pojazdy ONZ i miejscowej policji, które bez przerwy patrolują ulice" – napisał w reportażu w „Maryknoll” David Aquije.
o. Paweł Janociński (AKAI Tokio) Dili