11.08.2008
Chiny:
wolność religijna tylko w wiosce olimpijskiej
Podczas Igrzysk Olimpijskich wolność religijna panuje tylko w wiosce olimpijskiej – uważa amerykański dziennik „The Washington Post”. Jednocześnie dodaje, że władze nie są w stanie kontrolować kilkudziesięciu milionów chrześcijan, którzy zbierają się na modlitwę w prywatnych domach.
Chiny, które uważają siebie za społeczeństwo tolerancyjne dla różnych religii i które zgodnie z olimpijską tradycją pozwalają przybyłym z zagranicy atletom uczęszczać na różne nabożeństwa, ograniczają pojęcie wolności do wioski olimpijskiej, która jest ściśle strzeżona przez kordony policji i wojska. Wewnątrz wioski istnieją kaplice wszystkich większych religii świata, w których działają dziesiątki duchownych przybyłych z zagranicy. Dla przybyszów wydrukowano 10 tys. Biblii w języku angielskim z olimpijskim logo, a dla katolików specjalnie powadzono z Niemiec organy, aby podnieść jakość kościelnej muzyki.
Paradoksem jest jednak, że władze nie pozwalają bardziej aktywnym duchownym chrześcijańskim z Chin na pobyt w stolicy w czasie trwania Igrzysk. Należy do nich pastor Zhang Mingxuan z prowincji Henan, który zaraz po przyjedzie do Pekinu w niedzielę został aresztowany przez policję, przesiedział noc w areszcie, a po deportacji został powtórnie aresztowany w swoim rodzinnym mieście w Henan.
Według „The Washington Post”, władze nie są w stanie utrzymać kontroli nad ok. 50-100 milionów chrześcijan, którzy nielegalnie zbierają się w prywatnych domach na modlitwę. W samym Pekinie jest wiele tego rodzaju miejsc modlitwy, w których gromadzi się nawet po kilkaset osób.
Bob Fu , założyciel Chińskiej Organizacji Pomocy, protestanckiej organizacji walczącej o prawa chrześcijan w Chinach (z siedzibą w Midland w stanie Teksas w USA), spotkał się w tej sprawie z udającym się do Pekinu prezydentem Georgem W. Bushem. Polecił on prezydentowi wizytę w 700-osobowym kościele domowym Shou Wang w zachodniej części Pekinu, podkreślając przy tym „prawo człowieka do swobodnego wyboru miejsca nabożeństw bez obawy o prześladowania, aresztowania i zesłanie do obozów pracy”.
Jeden z uczestników tej wspólnoty, 27-letni gitarzysta Kong Kong tłumaczy, że „w Chinach jest wiele rzeczy zabronionych przez państwo. Ale to nie znaczy, że te wszystkie zabronione rzeczy są złe. Każdy powinien pytać samego siebie: w co wierzę? Jesteśmy dorośli i potrafimy decydować o tym, w co wierzyć oraz wybierać między dobrem i złem . Ludzie już nie słuchają tylko tego, co mówi rząd”.
Kościół domowy Shou Wang znajduje się na ósmym piętrze biurowca. Znajduje się tam duża, skromnie urządzona sala, z miejscami do siedzenia, pianinem i prostym drewnianym krzyżem. W maju na nabożeństwo tu przybyli przedstawiciele Urzędu ds. Religii oraz ds. Chińczyków z Zagranicy. Ogłosili oni, że spotkania są nielegalne i zebrali dane oraz numery telefonów uczestników. Zaraz potem uczestnicy nabożeństw otrzymali telefony ze wspomnianych urzędów, a także ze swoich miejsc pracy, nakazujące im przerwanie uczestnictwa w nabożeństwach, a także zakazujące rozmów z zagraniczną prasą. Według Yuan Ling, innego członka tego kościoła domowego, większość odrzuciła te zalecenia. „W jakim sensie można mówić o postępie, że możemy w ogóle kontynuować nasze nabożeństwa. Wygląda na to, że rządowi zależy na międzynarodowym image’u.
Inni liderzy domowych kościołów podkreślają ograniczenia nałożone na ich wspólnoty na czas Igrzysk, a także zakazy przyjazdu misjonarzy i ewangelistów. Uważa tak np. Fan Yafeng, profesor prawa z Chińskiej Akademii Nauk i lider 80-osobowej grupy modlitewnej Sina. Jego zdaniem „państwowe Biuro Bezpieczeństwa Publicznego zawsze nadużywa swoich kompetencji...Oni zatracili już nawet swoje człowieczeństwo”. Wskazuje, że „w wiosce olimpijskiej być może panuje wolność religijna”. Według niego „problemem Chin jest to, że nie utrzymali się reformatorzy systemu. Między przywódcami trwa walka o to, kto ma więcej władzy, a nie o to, kto potrafi dalej reformować kraj”
o.Paweł Janociński (AKAI Tokio)/ Pekin