03.03.2009


USA:

Amerykanie przypominają postać

o. Damiana i jego życie
 

W związku z zapowiedzianą na 11 października br. kanonizacją bł. Damiana de Veustera, zwanego „apostołem trędowatych”, światowe środki przekazu poświęcają coraz więcej uwagi jego osobie i okolicznościom jego śmierci. Między innymi amerykanska agencja AP przypomniała postać tego belgijskiego misjonarza, żyjącego w XIX wieku.

Ks. Alfred Bell, który prowadził sprawę kanonizacji, podkreśla jej wyjątkowość. Ostatnio w wywiadzie dla Radia Watykańskiego, na który powołuje się AP, kapłan podkreślił, ze „on (o. Damian) wiedział, ze nigdy stamtąd [tzn. z kolonii dla trędowatych na Molokai, gdzie pracował – KAI] nie powróci, (...) wiele cierpiał, ale został tam do końca”.

Nawiązując do zbliżającej się kanonizacji agencja amerykańska zwróciła uwagę na niedostępność miejsca śmierci przyszłego świętego i związane z tym trudności dla przyszłych pielgrzymek.

Znajdująca się na północnym cyplu wyspy Molokai dawna kolonia trędowatych w Kalaupapa jest po dziś dzien. miejscem, do którego trudno dotrzeć. Właśnie z tego powodu zostało ono wybrane w latach siedemdziesiątych XIX w. przez ówczesnego króla Hawajów na miejsce zsyłki chorych na trąd. Od 1873 obowiązywała tam polityka ścisłej izolacji; chorzy mieli sami budować sobie domy, wytwarzać żywność i szyć ubrania.

Obecnie dolatuje się tam małym samolotem. Można tez dotrzeć na grzebiecie muła (oferta lokalnego biura turystycznego) lub samemu iść pieszo przez skały, ale zajmuje to kilka godzin. W obu wypadkach potrzebne jest specjalne zezwolenie z Departamentu Zdrowia USA.

W kolonii nadal mieszka 30 trędowatych, którzy oczywiście ucieszyli się na wieść o przyszłej kanonizacji i wyrazili życzenie, aby powstała tam nowa świątynia. Henry Nalaieula, 83-letni katolik – autor książek, malarz i muzyk, mieszkający w osiedlu dla chorych od 1941 r., powiedział agencji: „Będzie to wielki dzień, gdy o. Damian zostanie ogłoszony świętym i później, gdy może dożyje czasu, ze będziemy mogli witać tu pielgrzymów w kościele dużo większym od tego, który mamy obecnie”.

Z kolei działacz katolicki i historyk Anwei Law, który w kolonii mieszka 40 lat, powiedział: „Pamiętajmy, ze jest to święte miejsce, w którym cierpiały i zmarły tysiące (6000) chorych. Wszystko im zabrano, a oni nauczyli się nie nienawidzić świata i innych ludzi... Nie chciałbym, aby była tu tylko następna atrakcja turystyczna – w parku Umai”.

Reprezentujący biuro turystyczne „Umai Visitors Bureau” – Terryl Vencl spodziewa się w niedalekiej już przyszłości dużego wzrostu liczby przybyszów: pielgrzymów i turystów do Kalaupapai. W związku z tym Biuro przygotowuje serie nowych informatorów turystycznych.

Józef de Veuster (lub Deveuster) urodził się 3 stycznia 1840 r. we flamandzkim miasteczku Tremelo w rodzinie handlarza zbożem. W wieku 18 lat rozpoczął naukę języka francuskiego. Wtedy tez poczuł w sobie powołanie kapłańskie. Za przykładem starszego brata – Pamfila wstąpił do Zgromadzenia Najświętszych Serc Jezusa i Maryi i Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu Ołtarza, przyjmując imię Damiana. Początkowo nie chciano go wyświęcić na kapłana, bo prawie nie znal łaciny i słabo mówił po francusku. Ale usilnie pracował nad sobą, stale myśląc o kapłaństwie.

Gdy w 1863 grupa ojców i braci, w tym Pamfil, miała wyjechać do pracy misyjnej na Hawaje, w ostatniej chwili znalazł się tam także Damian, gdyż jego starszy brat zachorował na tyfus. Po czteromiesięcznej podróży misjonarze dotarli na miejsce i tam na wyspie Oahu w 1864, 24-letni zakonnik przyjął świecenia kapłańskie. Zaczął intensywnie pracować jako misjonarz, opanował z grubsza języki hiszpański, portugalski, a nawet hawajski, budował świątynie, nauczał, a wszystko to robił z dużym poczuciem humoru. Często był to humor niezamierzony, gdyż o. Damian, nie znając wystarczająco dobrze miejscowych języków, mylił słowa, wywołując śmiech swych podopiecznych.

W wieku 33 lat dobrowolnie wyjechał jako duszpasterz do kolonii trędowatych na wyspie Molokai. Nikt ze zdrowych ludzi nie chciał tam żyć i pracować, a na wyspie – obok choroby – szerzyły się bezprawie i demoralizacja. Nowo przybyły kapłan w bardzo trudnych warunkach rozpoczął posługę wśród miejscowej ludności. Uporządkował wiele spraw, m.in. udało mu się znacznie zmniejszyć przestępczość i ożywił życie religijne. Pomagał ludziom jako kapłan i jako nauczyciel i lekarz. W sumie przepracował tam 11 lat, poświęcając się chorym i umierającym w nieludzkich warunkach tubylcom. Zmarł 15 kwietnia 1889 roku, sam zaraziwszy się trądem 6 lat wcześniej.

Agencja AP zwraca uwagę, ze wprawdzie władze wysłały tam w 1879 r. lekarza, ale pracował on „z daleka”: nie dotykał on nikogo i zostawiał lekarstwa po drugiej stronie ogrodzenia. Tymczasem o. Damian, choć sam nie był lekarzem, korzystając z podręcznika medycznego, osobiście opatrywał rany chorych, przede wszystkim zaś dbał o ich dusze. Każde kazanie w wybudowanym przez siebie kościele zaczynał od zdania: „My, chorzy na trąd”. Ponieważ nie było miedzy nim a chorymi żadnych barier, wspólnie z nimi jadał, a nawet palił fajkę. To właśnie w wyniku tych bezpośrednich kontaktów zaraził się choroba i zmarł na trąd w wieku 49 lat.

W latach czterdziestych XX w. wraz z odkryciem w medycynie sulfonamidów w praktyce przestało istnieć niebezpieczeństwo zarażenia się trądem, toteż zmieniła się polityka Departamentu Zdrowia w stosunku do chorych. Ostatecznie w 1969 r. chorzy mogli sami wybrać: opuścić kolonie lub w niej pozostać. Kilkadziesiąt osób postanowiło tam zostać.

Władze stanu Hawaje szanują ich decyzje. Wraz z nowymi perspektywami, jakie pojawiły się w związku z przyszła kanonizacja, rządzący tym stanem senator J. Kalani English podkreślił „delikatne podejście do tej sprawy tak, aby została uszanowana godność chorych”.

Na archipelagu mieszka wielu potomków Japończyków. Mieszkańcy cesarstwa lubią tam jeździć na wypoczynek. Można spodziewać się jeszcze większej ich liczby również dlatego, ze uzdrowiona w 1999 r., ciężko chora na raka katoliczka Audrey Toguchi nosi japońskie nazwisko. Od 10 lat modliła się ona w Kalaupapa, za wstawiennictwem o. Damiana o łaskę uzdrowienia. Po zniknięciu objawów choroby Stolica Apostolska orzekła, ze miało to związek z „interwencja błogosławionego, gdyż nie da się inaczej – z punktu widzenia medycyny – udowodnić faktu uzdrowienia osoby śmiertelnie chorej na raka”.

Przypomnijmy, ze razem z belgijskim zakonnikiem 11 października zostanie ogłoszony świętym m.in. także bp Zygmunt Szczęsny Feliński (1822-95).
 

o. Paweł Janociński  (AKAI Tokio / Waszyngton)