27.07.2009

Wietnam:

świeccy misjonarze pomagają ubogim

Ośmiu świeckich misjonarzy związanych z amerykańskim zgromadzeniem misyjnym Maryknoll pomaga ubogim w stolicy Wietnamu, Hanoi. Ich działalność skupia się wokół ośrodka kształcenia zawodowego dla niewidomych oraz domu dla młodocianych przestępców: złodziei, handlarzy narkotyków itp., którego celem jest także przyuczanie ich do różnych zawodów.

Misjonarze pracują od 1993 r. w ramach uznanej przez władze wietnamskie pozarządowej organizacji „Maryknoll Vietnam”. Wówczas to Stolica Apostolska poprosiła zgromadzenie o pomoc w „leczeniu ran spowodowanych wojną”. Zbiegło się to ze zniesieniem przez władze amerykańskie zakazu wyjazdu do tego kraju dla swoich obywateli.

Czworo misjonarzy urodziło się w Wietnamie. Ich rodzinom udało się zbiec do USA w 1975 r. Pomimo początkowych trudności, pokończyli oni uniwersytety i rozpoczęli kariery zawodowe. Jednakże – jak mówi misjonarka Anh Vu – poczuli się „powołani do służenia najbiedniejszym w swojej dawnej ojczyźnie”.

Z kolei małżeństwo Hiep i Tawny Vu podkreśla fakt, że znajomość lokalnego języka i kultury bardzo przydaje się na tych misjach. Ich zdaniem, Wietnam bardzo szybko się zmienia. Na dobre i na złe. Do nowych „zachodnich” form życia dołączają stare stereotypy. Rezultatem tego jest panosząca się wszędzie korupcja.

Małżonkowie poznali się w duszpasterstwie Wietnamczyków archidiecezji Los Angeles. Gdy w 1994 r. po raz pierwszy przybyli do Hanoi i chcieli zatrzymać się w klasztorze sióstr przy parafii wspomaganej przez katolików z USA, zostali zaaresztowani przez policję. Później kazano im mieszkać w hotelu dla obcokrajowców. – Władze liczą na pomoc z zagranicy, ale stale chcą mieć wszystko pod swoja kontrolą i zabraniają bezpośrednich kontaktów z diecezjami i parafiami za granicą – zauważają państwo Vu.

Od 13 lat projektem „Maryknoll Vietnam”, w którym oprócz zagranicznych misjonarzy pracuje jeszcze kilkunastu Wietnamczyków, kieruje o. Thomas O’Brien. Jest to jedyny misjonarz, który nie ma azjatyckich korzeni. W niedziele odprawia on Msze św. we własnym mieszkaniu, także dla obcokrajowców. – Do dziś władze zabraniają mi odprawiać Msze w parafiach wietnamskich. Mimo to jestem pełen optymizmu co do przyszłości. To jest mocny Kościół. Jestem także pełen optymizmu do co naszej dalszej działalności. Prawdą jest, że ludzie powoli zaczynają się tu bogacić. Ale zawsze będziemy mieli biedaków, którym potrzebne są chrześcijańskie współczucie i pomoc – powiedział amerykański misjonarz na łamach czasopisma „Maryknoll”.

o. Paweł Janociński  (AKAI Tokio/ Hanoi)