18.10.2009


Japonia:

„misjonarz morza Ochockiego”
od pół wieku posługuje na Hokkaido

 

W cotygodniowym felietonie „Rok Kapłański” tygodnik katolików japońskich „Katorikku Shinbun” przedstawia sylwetkę holenderskiego misjonarza o. Pieta Boumana OFM, który przez ostatnie pół wieku posługiwał ludziom zamieszkałym na wybrzeżu morza Ochockiego, na północy wyspy Hokkaido.

Na Hokkaido już od zakończenia II wojny światowej działają franciszkanie , ale dopiero od 1977 r. są oni zrzeszeni w jednej prowincji pw. Świętych Męczenników Japońskich. Liczy ona obecnie w całym kraju ok. 130 ojców i braci. Kiedy o. Bauman przybył do Japonii w 1956 r. ich działalność była ciągle podzielona na grupy narodowościowe, głównie amerykańską, niemiecką i holenderską.

Holenderski misjonarz zamieszkał najpierw w czteroosobowym klasztorze w Kitami. Opowiada, że ich działalność opierała się najpierw na „starych wzorcach” i nie przynosiła prawie żadnych owoców. Na Mszę św. niedzielną przychodziło tylko 6-7 uczestników. – Zacząłem zastanawiać się nad zmianą stylu pracy misyjnej, który polegał na „czekaniu” na nowych katechumenów – wspomina. Było to w czasach, gdy wraz z gwałtownym wzrostem gospodarczym w całym kraju zaczęła wówczas maleć liczba chrztów.

Poza tym misjonarzom towarzyszyło poczucie samotności. – Nie mieliśmy tu, w przeciwieństwie do Holandii, żadnych duchowych pomocy i poczułem się trochę jakbym znalazł się nagle na duchowej pustyni. Zima bywa tu bardzo ostra. We znaki zaczęła dawać się niedostateczna znajomość języka japońskiego, pomimo nauki w szkole językowej w Tokio. Dlatego jeździłem raz w tygodniu do pewnego nauczyciela i razem czytaliśmy japońskich klasyków, m.in. Mori Ogai i Yasunari Kawabatę. Niekiedy gdzieś na wsi lub na stacjach dzieci pokazywały mnie palcami i mówiły: „Mamo, jakiś dziwny człowiek tam stoi”. Nie rzadko też późną nocą pod oknami naszego klasztoru słychać było pijane wrzaski: „Nienawidzę Yaso [pogardliwa nazwa imienia Jezus w czasie prześladowań Kościoła w XVII-XIX w.]. W tej sytuacji pojawiła się nowa koncepcja misji – podkreśla o. Bouman.

– Pierwszym krokiem było utworzenie przedszkola katolickiego. Gdy byli już pierwsi absolwenci, utworzyłem dla nich „Szkołę Życia”, do której uczęszczało w pewnym okresie nawet 1000 uczniów. Równolegle zacząłem miewać kontakty z utworzonym akurat wówczas Uniwersytetem w Kitami, gdzie poproszono mnie o wykłady z języka angielskiego i niemieckiego. Tam też powstał pierwszy w północnym Hokkaido ośrodek YMCA. Tak rozwijało się nasze posługiwanie. Trzy lata temu dostosowując się do zmian w społeczeństwie utworzyliśmy w Kitami dom seniora „Dom Światła” – opowiada misjonarz.

Od kilku lat na Mszę św. niedzielną zaczęli przyjeżdżać wierni z oddalonego o 110 km miasta Shari. To właśnie tamtejsi wierni zaczęli nazywać o. Boumana „misjonarzem morza Ochockiego”.

– Przez te ostatnie pół wieku trzymałem się zasady: „być z ludźmi”, bardziej niż: „robić coś dla ludzi”. Teraz gdy odczuwam niedomagania cielesne w związku z wiekiem, spotykam się z większą życzliwością wiernych, dla których czuję głęboką wdzięczność” – kończy swoją opowieść 82-letni holenderski misjonarz.
 

o. Paweł Janociński  (AKAI Tokio / Kitami)