18.10.2010
Kanonizacja św. Andrzeja Bessetta
wielkim wyróżnieniem dla kanadyjskiego Kościoła
Wczorajsza kanonizacja w Watykanie brata Andrzeja Bessette była wielkim wyróżnieniem dla kanadyjskiego Kościoła, dla całej Kanady i Ameryki Północnej – uważają o. Paul Henry Girard i o. Gaston Petit, dwaj kanadyjscy dominikanie pracujący na misjach w Japonii. W rozmowie z KAI przypomnieli, że do jego sanktuarium w Montrealu co roku przybywają wielkie rzesze pielgrzymów z USA.
„W takich krajach jak np. Polska na przestrzeni wielu wieków pojawiło się wielu świętych. U nas jest on jednym z pierwszych" – zauważa o. Petit i przypomina sobie, że jego rodzina mieszkająca daleko od Monteralu każdego roku w święto św. Józefa udawała się do sanktuarium świętego w tym mieście.
Z kolei pracująca w Tokio i pochodząca z Kanady siostra Mary Zee ze zgromadzenia Sacre Coeur przypomina sobie, że jej rodzice znali brata Andre, jak go wszyscy w Kanadzie nazywają. „Chodzili czasami do niego porozmawiać i pomodlić się. Ujmowała ich jego pokora" – powiedziała siostra Zee.
Ks. Thomas Rosica, dyrektor katolickiej stacji telewizyjnej w Toronto podkreśla, że „tajemnicą świętości brata Andre było jego przyzwolenie na działanie woli Bożej”. „On pozwalał Bogu działać poprzez niedostatki, pokorę i ubóstwo, tak aby uzdrowić cierpiących na ciele i duchu. Ręka Boga działała przez niego oraz za przyczyną św. Józefa, którego on obdarzał tak wielką czcią. Te modlitwy przynosiły wielu ludziom zbawienie i uzdrowienie” – powiedział ks. Rosica.
Przypomniał, że cuda za jego wstawiennictwem mają miejsce i dziś i to one m.in. wpłynęły na kanonizację. W 1999 r. 9-letni chłopiec, ofiara wypadku samochodowego z uszkodzonym mózgiem przebywał przez jakiś czas w stanie permanentnej śpiączki. Cudownie wyzdrowiał, gdy jego rodzice i bliscy zaczęli się modlić do brata Andre.
Kanadyjski bazylianin zwrócił uwagę na wielkie poczucie humoru brata Andre. „Święty często wspominał, że do Zgromadzenia Krzyża Świętego przyjęto go po długich namysłach, gdyż brat Andre od dziecka często chorował. Początkowo odrzucano jego prośby o przyjęcie do nowicjatu, aż wreszcie zdecydowano przyjąć go. Wtedy zapytał się przełożonego, co ma dalej robić a ten odpowiedział mu wskazując na drzwi. I tak przez 40 lat był furtianem w klasztorze" – wspomina ks. Rosica.
Gdy coraz więcej ludzi było uzdrawianych dzięki jego modlitwom święty stał się postacią kontrowersyjną. Podobnie jak św. Ojciec Pio, był posądzany o szarlatanerię. Przychodziły do niego tłumy biedaków i chorych, a to z kolei spowodowało przesadne obawy, czy nie będą oni zarażać uczniów w prowadzonej przez zakon szkole. „Święty był w pełni oddany cierpiącym i samotnym. Ale też zawsze zachęcał ich do spotkania z Chrystusem obecnym i działającym w sakramentach. To wszystko zapewne spowodowało, że na jego pogrzeb w 6 stycznia 1937 r. przyszło ponad milion ludzi. A i dziś założone przez brata Andre wspaniałe oratorium i kościół św. Józefa pod Monteralem jest żywym miejscem pielgrzymkowym, które nawiedzają każdego roku miliony pielgrzymów z całej Ameryki Północnej. Podczas beatyfikacji w 1982 r. Jan Paweł II powiedział, że `czcimy błogosławionego brata Andre, człowieka modlitwy i przyjaciela biednych, naprawdę wspaniałego człowieka...w każdym wieku Duch Święty wzywa pokornych świadków Ewangelii, którzy przemieniają świat` " – przypomniał ks .Thomas Rosica.
o. Paweł Janociński (AKAI Tokio)